2009-07-07 23:48:59
bez opamiętania
Naprawdę posrało was już z tym majkelem! Ile można? Z pogrzebu wielomilionowe kasowe show. Serwery przeciążone od klikania w „michael, ‘majkel” „Jackson”, „i’m bad”. Kolejny bezsensowny, narodowy, a nawet „światowy” zryw owczego nieporozumienia. Nie przekonuje mnie zbiorowa świadomość, fałszywie pobrzmiewający chór niby tych samych głosów. Jak to powiedziała dziś Iza w zupełnie innej sprawie: „ludzie potrzebują domknięcia pewnych spraw”. Okey, wszystkospoko, tylko czemu z okazji śmierci odbywa się to bez opamiętania w tak histeryczny sposób. Gdybym nie rozczytywał tagów pod newsami i roku z kalendarza pomyślałbym, że znów umarł nam Papież, albo zmartwychwstał może. Mam nieodparte wrażenie, że na siłę „domykamy” temat z majkelem. Trzeba zrobić porządki w głowach, wpisać kolejną osobę w poczet nietykalnych, wielkich ludzi. Małoświęte owieczki chcą mocno wierzyć w swój „wybór” doświęconej gromadki krów. Ot, kolejną wynoszą na piedestał nieskazitelności i chwały. Czekam, aż w przypływie zbiorowej halucynacji, dla upamiętnienia, miliony rodziców wywiesi swoje dzieci za okno. Na znak jedności. Czekam, kiedy wcierane z łożysk i płodów specyfiki przestaną działać i padnie też Madonna. Ile takich pokoleń przeżyję ? Czekam, aż „mądre” głowy szybko opatentują jakąś karkołomną nazwę, aby „domknąć” ten rozdział. Pokolenie MJ ? Pokolenie Jasnej Madonny ? Siostra pokazała mi któregoś dnia, zdjęcie z prawdziwie boską sentencją: „człowieku, weź się ogarnij!”. No to weź się ogarnij! Uświęć, co naprawdę godne świętości. Amen
A ciebie stara krowo, pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa. Tacy jak ty, stali pierwsi w kolejce po papier toaletowy gdzieś około trzeciej nad ranem. Pamiętam jakie miałaś twarde łokcie. Pamiętam ten układny ton wypowiedzi wobec najwyższej delegatury departamentu potrzeb - ekspedientek "z mięsnego", kioskarzy, gospodarza domu i "Pana kierownika". Powiedz zatem co się zmieniło? Stoisz przede mną w twoje ulubione święto pracy, z ust słychać pogardę. Spoglądasz w dół na kasjera z lubieżną wyniosłością. Tak, jesteś lepsza! Zasobność portfela budzi w nas wszystkich respekt. Cieszysz się wolnością, zastanawiasz się właśnie jak z niej skorzystać. Przed tobą trudny wybór: tictac miętowy? porzeczkowy? orbit? Zadajesz natarczywe pytania o tym porzeczkowym i łechtasz swoje dobre samopoczucie. Nieuk ten kasjer - myślisz.
Na czole chłopaka widać pierwsze krople potu. student, właśnie pozamiatał podwórko wokół sklepu, otworzył kasę, próbuje być uprzejmy i miły dla klientów - nawet dla takich jak ta stara krowa. Dorabia w weakendy i święta, próbuje być samodzielny. Cieszy się, bo to jego pierwsza praca, wkrótce otrzyma też pierwszą pensję. Już teraz dociera do niego świadomość dorosłego życia. Wie, że to co robi nie jest szczytem marzeń, ale sam szczyt jest jeszcze mglisty. Na razie chce tylko sumiennie wywiązać się z obowiązków, sprawdzić siebie. Wie, że to przystanek w podróży, ale gdzieś ją trzeba było w końcu rozpocząć. Cieszy się, że za pierwsze zarobione pieniądze będzie mógł kupić wymarzony aparat, w końcu jest najlepiej zapowiadającym się, młodym i odważnym fotografem. Choć wcale tak nie czuje, to potwierdzają to inni artyści i właściciel galerii w Berlinie. Nie myśli teraz o tym, uśmiecha się, podaje grzecznie paczkę porzeczkowych tictaców.